2.11.2014

Psy w Sarajewie

sarajewo z psem

Dzisiaj szybka notka o Sarajewie. Będąc na naszym bałkan stop tripie nie mogliśmy ominąć tego miasta. Jednak ta część naszej wyprawy jak i obraz całej Bośni i Hercegowiny na długo zostanie nam w pamięci. 


Sarajewo jest miastem pełnym kontrastów. Właściwie nie potrafię określić czy mnie zachwyciło, czy przeraziło. Na pewno jest to miejsce, które zmusza do refleksji. Jadąc przez Bośnię nadal widać ślady wojny - spalone budynki, dziury po kulach na fasadach domów, ubóstwo. 


W małych miasteczkach praktycznie nie ma młodych ludzi. Za to w stolicy jest ich podwójnie dużo, jakby zjeżdżali tu z całego kraju. Są stylowi, bardzo różnorodni, wypełniają ulice, sklepy i kawiarnie. 



Do Bośni wjechaliśmy od strony Czarnogóry, gdzie Rio wzbudzał olbrzymie zainteresowanie. Wiedzieliśmy, że w Bośni może być ciężko z psem, ale reakcja ludzi w Sarajewie przerosła nasze oczekiwania. Wyobraźcie sobie, że widzicie w centrum miasta kogoś z mrówkojadem na smyczy (niczym Salvador Dali) - takie właśnie miny mieli ludzie, których mijaliśmy w Sarajewie. 


W parkach na każdym kroku witały nas tabliczki informujące o zakazie wprowadzania psów. W samym mieście jest niewiele zieleni, a jeżeli udało nam się znaleźć teren z trawą i drzewami to zwykle okazywał się cmentarzem (kolejne pamiątki po wojnie). Nie natknęliśmy się na żadną psiolubną knajpkę i myślę, że można o niej tylko pomarzyć. Pies nie może podróżować: autobusem, tramwajem, pociągiem. Nawet taksówkarze odmawiają, mimo zaproponowania podwójnej ceny. Ale hostel udało nam się znaleźć, wcale nie psiolubny, ale po dziesięciu minutach negocjacji udało się przekonać właściciela. Z resztą to jest cudowne na południu – wszystko może podlegać negocjacji...!

W związku z mieszanymi reakcjami ludzi, Rio zostaje w hostelu, a my idziemy na kawę i szybkie zwiedzanie miasta. Już wcześniej mijaliśmy masę bezdomnych psów, ale idąc spacerowym tempem, skręcając w coraz mniej ruchliwe uliczki, zdajemy sobie sprawę ze skali problemu. Psów jest pełno, całe watahy, zabiedzone, poranione i chore, a jednocześnie wszystkie one są neutralnie nastawione do ludzi. Zachowują się jakby ich w ogóle nie było, jakby nie istniały. Ten obraz wstrząsa i nie pozawala na spokojne zwiedzanie.

bezdomne psy


Na drugi dzień próbujemy wydostać się z centrum na wylotówkę, jednak tak jak napisałam wyżej nie mamy co liczyć na transport publiczny. Do autostrady, było naprawdę daleko, więc próbujemy już poza ścisłym centrum coś złapać. Wzbudzamy (a raczej Rio) wielkie zainteresowanie, ludzie zwalniają i przyglądają się nam z zaciekawieniem. Jednak nikt nie chce zabrać do auta psa. Aż nagle super wypasione Audi zatrzymuje się specjalnie dla nas, kierowca mówi, że jest miłośnikiem wszystkich żywych stworzeń i specjalnie dla nas jedzie aż do bramek na autostradzie, żeby dobrze łapało nam się stopa. I faktycznie jest lepiej, jednak kierowcy nadal kiwają głowami na widok psa. Po godzinie udaje nam się wydostać z Sarajewa.
Jedziemy z Bakirem, przewodnikiem owczarka belgijskiego o wdzięcznym imieniu Nes. Bakir mówi po angielsku i pochodzi z Bośni, więc wypytujemy go o sprawę bezdomnych psów. Opowiada nam o tym dlaczego psy są kolczykowane (po wysterylizowaniu psy dostają plastikowe kolczyki z numerami) i, że według niego akcje sterylizacji to fake, bo wielokrotnie widział zakolczykowane suki w ciąży, albo z młodymi. Że trudno, żeby ktokolwiek myślał o losie psów, jeśli mało kto myśli o losie dzieci. Że sytuacja jest kiepska, a mentalność ludzi nie pomaga sprawie.



Po powrocie do Polski bardzo wiele na ten temat myślałam, aż w końcu na fejsie natknęłam się na akcję zorganizowaną przez niesamowitą wrocławiankę (klik!), która postanowiła pomóc psiakom z Sarajewa. 
Jestem pod ogromnym wrażeniem odwagi i determinacji tej dziewczyny. Zapoznajcie się proszę z tą sprawą, a jeśli macie taką możliwość to pomóżcie, udostępnijcie.

Link do wydarzenia na fb Bezdomniaki z Sarajewa (klik!)
Link do organizacji z Sarajewa, która zajmuje się bezdomnymi psiakami Saving Sufferung Stays (klik!)